Easy come, easy go, czyli słowo o wymiankach

JUŻ JESIEŃ ŁZY NIESIE…
8 października 2017

Wymianka. Swap. Szafing. Ciuchobranie.

To spotkania, na których można bezpłatnie wymienić swoje ubrania na inne – przyniesione przez pozostałe uczestniczki / uczestników. Bierzecie w nich czasem udział?

Sama jeszcze nigdy nie byłam na wymiance, ale temat ten przewija się przez wiele przeglądów szaf, które robię u moich klientek. W swapach często biorą udział mamy z dziećmi, ale nie tylko. I powiem Wam, że kiedy słyszę “Mam w szafie sporo rzeczy z wymianek” to już wiem, że moje “żniwo” będzie obfite. Czytaj: jest szansa, że 3/4 szafy pójdzie do tzw. wora. Czemu? Może jestem nietolerancyjnym ortodoksem nie uznającym ubrań z drugiej ręki? Skądże. Po prostu wiem, że na wymiankach najłatwiej jest zaśmiecić swoją garderobę toną badziewia. Uwaga, od razu wyjaśnię, że mam na myśli ubrania dla dorosłych, nie dziecięce, bo w przypadku ciuszków dla dzieci chodzenie na wymianki ma głęboki sens.

Na wymiankach bierzemy, co się da. Łapiemy się za ubrania, które wydają nam się fajne albo za tak zwane “przydasie” – bo przecież nic nie kosztują. Nie trzeba płacić, więc nie ma dysonasu podecyzyjnego. Wezmę i założę ze dwa razy, najwyżej potem komuś oddam. Ten sam mechanizm działa na zakupach w second-handzie, kiedy ubrania kosztują po kilka czy kilkanaście złotych. Wracamy do domu z górą ubrań, a w momencie, kiedy chcemy któreś z nich założyć, okazuje się, że bluzeczka była jednak lekko sprana, sukienka rozciągnięta, a żakiet za duży. Trudno – i tak zostawiamy je jako “podomki” i “nadziałki”. Kto zna temat – ręka w górę.

No dobrze, droga Style Doctor, ale co w tym złego, czemu się czepiasz, skoro to nic nie kosztuje? Przecież nie wydaję pieniędzy? To za darmo, więc o co chodzi? – zapytacie.

To teraz wyobraźcie sobie, że w wyniku upodobania do wymianek, Wasza szafa zaczyna po prostu składać się z ubrań, których wybór był bardzo przypadkowy, których ktoś nie chciał, bo były już mało szałowe, trochę nadryzione zębem czasu itepe. Miejsca w szafie nie przybywa, zawartość ciągle się rozrasta, już same nie wiemy co tam jest. Klasyczna sytuacja – mam tonę ubrań, ale nie mam się w co ubrać. A jak mam ta dużo ubrań, to trochę głupio kupować następne…chyba, że przyjdą za darmo… 🙂 i tak w kółko.

Pomyślmy… dlaczego jakieś ubranie poszło na “wymiankę”? Mogło być za małe, za duże, w nieodpowiednim dla poprzedniej właścicielki kolorze, mogło się znudzić (a przy okazji i “znosić” czyli po prostu zużyć), albo jest po prostu niemodne. Spórzmy prawdzie w oczy – naprawdę świetne ciuchy nie trafiają na wymianki.

Czy w takim razie w ogóle nie warto chodzić na takie imprezy? Ależ warto. Na pewno po to, żeby coś oddać, jeśli chcemy pozbyć się nadliczbowych ciuchów z szafy. Można także wybrać coś dla siebie – ale najważniejsze, żeby zrobić to z SENSEM. Jeśli znamy fasony, które pasują do naszej sylwetki, jeśli coś jest ponadczasowe i świetnej jakości, do tego w naszym rozmiarze i jeszcze w korzystnym kolorze…Tak, trzeba mieć naprawdę wyśrubowane wymagania. Nawet jeśli mamy coś wziąć za darmo. Po to, żeby do naszej szafy trafiały tylko rzeczy, które faktycznie będziemy nosić z zadowoleniem.

A jakie są Wasze doświadczenia z wymiankami? Chodzicie, polecacie? Czy podzielacie moją opinię, a może uważacie, że kompletnie nie mam racji?

Dajcie znać w komentarzu!

Wasza Style Doctor

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *