5 programów telewizyjnych, które polecam

Nowe usługi ONLINE
27 marca 2020

Planujecie wieczorne oglądanie? W takim razie pozwólcie, że Wam coś polecę!

To może być nieco spóźniony tekst. W końcu właśnie kończy się rok, w którym wiele z nas spędziło zdecydowanie za dużo czasu przed ekranami. Niektórzy dotarli już do końca Netflixa i YouTube. A ja właśnie dziś chcę Wam polecić 5 programów telewizyjnych, które lubię i uważam za wartościowe? No bez jaj… A jednak!

Przede wszystkim, co w nich fajnego? Każdy z nich wydawał mi się budujący i inspirujący. Celowo nie używam słowa motywujący, bo dla mnie w tym motywowaniu, które atakuje nas dziś chyba z każdej strony, jest za dużo czynników stresogennych. To programy, które pozostawiały mnie w poczuciu błogości, dobrego nastroju i wiary w ludzi, a jednocześnie inspirowały do przemyśleń i tworzenia planów (a to ostatnie zdarza mi się wyjątkowo rzadko – za rzadko!). To programy, którymi chciałyby być Kuchenne Rewolucje, kiedy będą dorosłe (a nigdy nie będą, bo taka konwencja).

Gotowi? No to zaczynamy.

1. Mary Portas

Czy znacie Mary Portas? To Brytyjka, która „zjadła zęby” na handlu: pracowała m.in. w luksusowych domach towarowych Harrods i dla marek odzieżowych TopShop oraz Harvey Nichols. Jej biografię możecie przeczytać tutaj, a ja polecam Wam programy, w których Mary przedstawia swoją filozofię działania, „ratując” różne biznesy: małe sklepiki, aspirujące salony i lokalne punkty usługowe, oczywiście analizując ich działania, pokazując błędy, ale i drogę do naprawy sytuacji. Schemat jest początkowo taki, jak w naszych nieszczęsnych Kuchennych Rewolucjach: przyjeżdża Mary, zagląda w każdy kąt, obserwuje ludzi i ocenia, jaka jest sytuacja oraz co dzieje się nie tak, jak powinno. Tu jednak podobieństwa się kończą, bo cały ten proces odbywa się w sposób „cywilizowany” czyli uwzględniający podmiotowość drugiej strony. Choćby nie wiem jak dziwne i niedorzeczne były praktyki biznesowe „podopiecznych” Mary Portas, choćby byli oni bucami nie z tej ziemi, Mary traktuje ich z szacunkiem, choć asertywnie. Jeśli poniosą ją emocje, umie przeprosić; przede wszystkim zaś widzi w „ratowaniu” biznesów swoje zadanie i misję i stara się ją wypełnić do końca, choć właściciele uzdrawianych przez nią biznesów naprawdę dają jej popalić. Dojrzałość i mądrość, z jaką Mary wychodzi z tych sytuacji, uświadomiły mi, dlaczego już nie mogę oglądać Kuchennych Rewolucji (oprócz powodów technicznych, takich jak brak TV). Pewnie się już domyślacie – dlatego, że oprócz tanich sztuczek w postaci rzucania brudnymi garami i zadawania egzystencjalnych pytań w rodzaju „co wy tu za gówno gotujecie” niewiele znajdziemy tam prawdziwego „mięsa” biznesowego, czyli chociażby ustalenia grup docelowych i strategii działania…. No uff, rozpisałam się. Zatem polecam Wam wszystkie programy z Mary Portas! Część z nich znajdziecie na Youtube. Są to: „Mary, Queen of Shops”, „Mary, Queen of Charity Shops” oraz “Secret Shopper”. Jest tego więcej, ale od wymienionych można zacząć. Ciekawa jestem, czy też pokochacie Mary! Można także posłuchać jej wykładów w ramach TedX oraz podcastów „Work like a woman”.

2. Queer Eye

Temat – rzeka. Od razu powiem, że nie widziałam pierwszego programu z lat 2003-2007 z inną ekipą, tylko wszystkie sezony nowej wersji z inną obsadą. Założenie programu jest takie: pięciu gejów przeprowadza metamorfozy wizerunku i życia (relacji, dbania o siebie, spojrzenia na świat, a także domu i otoczenia) heteroseksualnych mężczyzn i kobiet. Więcej właściwie trudno powiedzieć, bo to trzeba zobaczyć. To widowisko pełne szacunku, humoru, dystansu do siebie, czułości, owartości, tolerancji, zaangażowania w dobro drugiego człowieka. Od strony metamorfoz, od strony „stylizacyjnej” to może nie jest mój benchmark ani wzór, ale w ogóle o to nie chodzi; w tym programie praktycznie nie zwracam uwagi na zaproponowane stylizacje, zamiast tego czerpię z tego kielichu obfitości, uczuć i słodyczy. To jest program, przy którym wiele razy płakałam ze wzruszenia i byłam w stanie obejrzeć cały sezon ciurkiem, żeby potem żałować, że to już, że się skończyło… To jest program, który powinien obejrzeć każdy stylista i coach; to jest przede wszystkim program, który powinna była obejrzeć Maja Sablewska i ekipa jej tragicznego programu o stylowych metamorfozach, zanim wypuścili ten szajs na światło dzienne (niestety, to się nie spotkało w czasie, bo program Sablewskiej powstał wcześniej, niż aktualna wersja Queer Qye; i tak mogli odrobić lekcję i popatrzeć trochę na Goka Wana czy Trinny i Susannah)… Kto widział, ten wie, a kto nie widział, ten niech nie traci czasu, tylko zanurzy się w  strumieniu dobroci: Queer Eye (polski tytuł to „Porady Różowej Brygady”) czeka na Was na Netflixie, wszystkie sezony. Nie ma za co!

3. Marie Kondo

Z tym programem mam pewien problem, a mimo to go Wam polecam. Przede wszystkim dlatego, że dotyczy magii oczyszczania przestrzeni i żegnania się z rzeczami, które nie są nam potrzebne (a mogą się przydać innym). „Sprzątanie z Marie Kondo” znajdziecie na Netflixie. Założenie programu nieco przypomina „Perfekcyjną Panią Domu”, to znaczy Marie Kondo przyjeżdża do ludzi, których domy przypominają graciarnię skrzyżowaną z placem zabaw, i pomaga im się pozbyć nadmiaru przedmiotów oraz uczy organizacji i dojrzałego podejścia do rzeczy, które przyjmujemy do naszego domu. Wnosi przy tym wiele spokoju i szacunku – to akurat bardzo „japońskie” cechy, które też dodają wartości do tego programu. Marie Kondo jest autorką metody KonMari, czyli sprzątania i organizacji życia domowego (przechowywania, porządkowania, strategii pakowania, oczyszczania przestrzeni). Przyznam sama, że nigdy nie stosowałam ani nie polecałam nikomu np. sposobu składania ubrań wg Marie Kondo, ALE jestem wielką fanką idei, zgodnie z którą JAKIŚ system porządkowania garderoby warto sobie wypracować. Jeśli wiemy, gdzie co mamy w szafie i z jakiego powodu, według jakiego klucza akurat to wkładamy w dane miejsce, zyskujemy spokój: bo wiemy, gdzie tego szukać, jeśli jest nam potrzebne, i nie tracimy ubrań z oczu, ergo – nie zapominamy o nich.

Wspomniany na początku problem, jaki mam z tym programem jest taki mianowicie, że nastawienie Marie Kondo do stert rzeczy zalegających w naszych domach jest nazbyt pacyfistyczne (jak na moje odczucia). Żeby Wam to wyjaśnić, podzielę się z Wami pewną popkulturową wizją samej siebie. Gdybym miała wystąpić w reklamie telewizyjnej pokazującej moje usługi, to wystąpiłabym w niej jako Terminator, nie mająca litości postać, która spopiela wszystko to, co niepotrzebne. Bardziej aktualna (grudzień A.D.2020) wizja popkulturowa to Nekromancer z serialu „Wychowane przez Wilki”. Oczywiście, ta wizja jest nieco naciągana, bo ja miewam litość, o czym wiedzą moje klientki. No i ubrań nie wyrzucam, tylko przeznaczam do oddania, naprawy lub włożenia do kontenera na używaną odzież. A jednak! Marie Kondo proponuje, aby każdej rzeczy podziękować. To podziękowanie w jej wydaniu ma charakter rytuału pełnego skupienia i spokoju. Ja natomiast kocham ten moment, kiedy rzucamy na stos „do oddania” jakiś tragiczny ciuch, który dostałyście jako nieudany prezent z podtekstem, albo który trzymacie w szafie dlatego, że spełnia czyjeś oczekiwania na Wasz temat. Taki rzut z zamachem pozwala się uwolnić, poczuć puszczające więzy: polecam! To byłby mój update do metody KonMari.

4. The Home Edit

Kolejny program, który chcę Wam polecić, też jest o sprzątaniu i organizacji przestrzeni wokół siebie, czyli „The Home Edit” dostępny na Netflixie. To dwie wspólniczki, które organizują domy osób prywatnych i celebrytów (w zestawie 1+1 w każdym odcinku). Mają do tego arsenał produktów według własnego projektu. Podoba mi się bardzo, że pokazany jest proces porządkowania, który często okupiony porażkami i załamkami (kiedy wymarzona kombinacja sypie się jak domek z kart, bo w rzędzie szafek nie mieści się to jedno cholerne pudełko na torebki, i trzeba wymyślać kompletnie inne ustawienie). Jak to w życiu. Dziewczyny z Home Edit mają do dyspozycji asystentki, które wykonują za nie lwią część pracy – to nic złego: raczej dobrze, żebyśmy sobie uświadomili, iż organizacja przestrzeni domowej to nie zadanie dla jednej osoby na jeden dzień. To zadanie dla kilku osób na parę dni, albo dla jednej osoby na wiele dni. Nie od razu Rzym zbudowano i nie od razu da się ogarnąć całą garderobę albo „odgruzowanie” garażu czy piwnicy. Ale satysfakcja i energia, jakie wstępują po nas po zakończeniu całego procesu, jest warta tych kilka dni klęcia, na czym świat stoi!

5. The Fixer

Ostatni program to „The Fixer” z ekspertką branży hotelarskiej Alex Polizzi. Tematyka też jest „naprawcza”, a naprawa dotyczy głownie małych biznesów w Wielkiej Brytanii: lokalnych piekarni, pensjonatów, butików, sklepów spożywczych, jest też studio foto, salon sukien ślubnych oraz dom pogrzebowy J …Prawdziwi ludzie z pasją, niekoniecznie mistrzowie biznesu, ale wkładający serce w to, co robią. Dzięki Alex dostają narzędzia do lepszego prowadzenia swoich firm, uzdrawiają relacje między pracownikami, zamieniają się rolami, żeby pracować z większym sensem i zmieniają swoje podejście do klientów. Rzeczy pokazane w takiej mikroskali mają ogromny urok i są bardzo prawdziwe. Właściwie polecam ten program wszystkim, którzy prowadzą swój biznes lub pracują w rodzinnej firmie (innym oczywiście też!).  Seria została wyprodukowana przez BBC, podobnie jak programy z Mary Portas. Ja generalnie kocham BBC między innymi za to, że prowadzący nie wyglądają jak modele i modelki z wybiegu, nie są przed 30tką, nie są odmładzani na siłę i przede wszystkim, stoi za nimi jakaś wiedza i doświadczenie życiowe. Pewnie niedobrze jest generalizować, ale to miła odmiana po polskiej telewizji (nie mówiąc już o tym, co się pokazuje w TV PiS).

„The Fixer” dostępny jest częściowo na Youtube.

To już chyba wszystko, co chciałabym Wam polecić, a przynajmniej w tej kategorii! Tradycyjnie już zapytam, co Wy byście mi polecili z podnoszących na duchu i ciekawych programów telewizyjnych? Czekam z niecierpliwością na Wasze propozycje!

Wasza Style Doctor

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *