Rozdwojenie jaźni

Magiczna moc pakowania
3 kwietnia 2018
Najpierw muszę schudnąć!
23 maja 2018

Czasem mam wrażenie, że jako konsumenci cierpimy na kompletne rozdwojenie jaźni.

Witajcie! Ostatnio 3/4 mojego życia spędzam na zakupach, co mnie oczywiście badzo cieszy, bo kocham z Wami kupować, moje drogie klientki i klienci.

Niestety, spędzając czas w sklepach odzieżowych czasami czuję się jak obserwator zwyczajów dzikich zwierząt. Dziś czekając, aż klientka się ubierze w kolejny zestaw, przysiadłam sobie na zydelku w wolnej przymierzalni w H&M. Prawdę powiedziawszy, musiałam usiąść, bo po wczorajszym treningu zumby, na który trafiłam niejako przypadkiem, wszystko mnie bolało. Starość nie radość.

Spojrzałam na podłogę, bo moje stopy spoczęły w plątaninie wieszaków, które ktoś zostawił po sobie. Jak to wygląda, zobaczcie na obrazku.

bałagan w przymierzalni

Ja wiem, że to żaden dramat. Ale w takich chwilach mam wrażenie, że jako konsumenci cierpimy na totalne rozdwojenie jaźni.

Wymagamy od sklepów odzieżowych, żeby w środku panował porządek,  a ubrania we wszystkich rozmiarach były ładnie poukładane na półce czy rozwieszone na wieszaku.

Oczekujemy, że w przymierzalni będzie czysto i schludnie, żebyśmy mogli przymierzyć ubrania w komfortowych warunkach.

Wymagamy dobrej jakości ubrań, żeby nie niszczyły się po pierwszym praniu.

Wymagamy miłej obsługi, a nie burkliwych sprzedawców rzucających nam złowrogie spojrzenia spode łba.

Jednocześnie:

(oczywiście nie wszyscy, ale uwierzcie mi, dostatecznie dużo z nas):

Nie fatygujemy się, żeby oddać zmierzone ubrania na wieszaku. Zostawiamy je w przymierzalni albo rzucamy na stół w strefie przymierzalni. Czasami np. takie panie z Zary przestaje być widać za tą stertą. Przecież to ich praca, niech składają, w końcu za to im płacą.

Oczekujemy, że ubrania będą tanie. Jeśli są za drogie, to przecież “rozbój w biały dzień”. Idziemy do innego sklepu.

Na pewno, uważny i myślący czytelniku, widzisz tu sprzeczność.

Ja czasem naprawdę podziwiam sprzedawców w sieciówkach. Zwłaszcza we wspomnianej Zarze w godzinach popołudniowych dzieją się po prostu dantejskie sceny, za które odpowiadają niestety głównie klienci. A w tym całym chaosie sprzedawca musi być uprzejmy i pomocny, bo jest wizytówką sklepu.

Przymierzając z klientami kolejne ubrania, zawsze na bieżąco oddaję niepotrzebne już rzeczy odwieszone na wieszakach, bo ja i tak czekam, a korona z głowy mi od tego nie spadnie. Przede wszystkim dlatego, że staram się zawsze widzieć po drugiej stronie człowieka, a nie robota – sprzedawcę, którego ja – klient muszę traktować z góry, bo płacę i wymagam.

To taka luźna refleksja. A jak Wy myślicie?

Wasza Style Doctor

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *